Witam, to mój pierwszy fick na tym forum... tak z nim błądzę po świecie

Życzę miłej lektury i mam głęboką nadzieję, iż przypadnie on wam do gustu.

I
Do jej drzwi prawie w środku nocy zadzwonił dzwonek… nienatarczywie, jak zazwyczaj zwykł to robić, tym razem jak gdyby z prośbą i wstydem, że w ogóle dzwoni. Otworzyła zaspana, w szlafroku i bamboszach…
- Co tu robisz o tej porze? – zapytała.
- Przepraszam, nie wiedziałem dokąd mam pójść, chciałem…
- Co się stało? - Zmarszczyła brwi z niepokojem.
- Wiem, że spałaś, że rano idziesz do pracy... ale ja naprawdę nie miałem co ze sobą zrobić - wziął głęboki oddech i powiedział wreszcie – pokłóciliśmy się, ja i Wilson.
Spojrzała na niego z przygnębioną miną.
- Na pewno lada moment wam przejdzie, nie raz się sprzeczaliście. - Położyła dłoń na jego ramieniu próbując go pocieszyć.
- Nie. Tym razem nie będzie tak łatwo i przyjemnie. – House pochylił głowę. Nie chciał, by Cuddy zobaczyła jego zmęczony wzrok.
Westchnął głośno, wyprostował sylwetkę, opierając się mocniej o laskę i zapytał niepewnie:
- Mogę tu dziś spać? Wiem, że masz małe dziecko, że rano musisz wstać, ale obiecuję, że będę grzeczny, naprawdę nie chcę teraz zostać sam. Kiedyś może tak, może byłoby to najlepsze rozwiązanie: bourbon, samotność i trochę Vicodinu. Ale nie dziś... - Spojrzał na nią, zastanawiała się. Popatrzył jeszcze raz, uważniej.
- Rozumiem, dobranoc. - Odwrócił się w stronę wyjścia.
- Kanapa. – Usłyszał za plecami. - I zero alkoholu ani filmów porno.
Przewrócił oczami - jak to House miał w zwyczaju robić. – Uśmiechnął się i wszedł do mieszkania Lisy.
W środku panowała spokojna, przytulna atmosfera, ogień jeszcze trzaskał w kominku.
Cuddy przyniosła mu pościel, a House spojrzał na rozżarzony kominek z głupią miną i już otworzył usta, by powiedzieć coś szefowej, gdy ona nagle mu przerwała.
- Daruj sobie analizę sytuacji, w której ogień trzaska z kominka, rozpaliłam go dla siebie, nikogo tu dziś nie było, a ty skorzystasz. - Zamknął usta, nic nie powiedział, uśmiech zawitał na jego twarzy.
- Dobranoc, House! – rzuciła, nie odwracając się.
- Dobranoc, Cuddy!
- House, nie gap się na mój tyłek, widzę to. – Znała go doskonale.
Greg niewiele myśląc, rozłożył się na kanapie, przylgnął do miękkiej pościeli i zasnął.
W samym środku rewelacyjnego snu - fantazji z Cuddy w roli głównej, obudził go nie lubiany przez niego dźwięk.
- Oh crap! – pomyślał.
Nie wierzył sam sobie. Miał do wyboru scenę z Lisą w koronkowej, czerwonej bieliźnie, leżącą obok niego na łóżku, reszta zależała tylko i wyłącznie od jego wyobraźni albo... małego bachora, który kwilił cicho w sąsiednim pokoju.
Przewrócił oczami, poczekał jeszcze chwilę, by sprawdzić czy Cuddy się nie przebudziła, żeby nakarmić małą. Ale nie.
Wstał z łóżka lekko zdenerwowany.
- Co z niej za matka i gdzie ten instynkt, że „tatuś” musi wstawać w środku nocy? – syknął cicho.
Wstał z kanapy i bezszelestnie udał się do pokoju małej Rachel, uchylił drzwi i zaświecił małą lampkę nocną. Delikatne, miękkie światło oświetliło buzię malutkiej dziewczynki, machającej niecierpliwie nóżkami i rączkami. House pochylił się nad kołyską z miną zbitego psa.
- Cześć, potworku - powiedział z sarkastycznym uśmieszkiem na twarzy. – Co się stało? Leżysz w kupie, czy zgłodniałaś? - Mała pisnęła wesoło i jakby się uśmiechnęła. House'a całkowicie rozbroiło zachowanie Rachel.
- No nie. - Przechylił głowę w lewo, wisząc nad kołyską. - Tak nie będzie, to ja sobie żartuję z Ciebie, nie na odwrót.
W tym samym momencie, mała przekornie, jakby celowo, odchyliła główkę w drugą stronę, wciąż patrząc na diagnostę i popiskując zabawnie.
Greg oniemiał ze zdumienia i uśmiechnął się do niej.
- Ok, koniec draki, pokaż co tu mamy. W pieluszce sucho, czyli jesteś głodna. Gdzie ta twoja Śpiąca Królewna - mama trzyma mleko? O, jest. - Spojrzał na półkę, na której stała przygotowana do podgrzania butelka z mlekiem.
Wziął małą ostrożnie na ręce i przechylił butelkę do jej ust, a ona objęła ją rączkami i zaczęła pić, wpatrując się w niego swoimi lazurowymi oczkami.
- Nie gap się tak na mnie - wyszeptał.
Nagle Lisa się przebudziła, a jej uwagę zwrócił strumień światła znajdujący się w szczelinie pod drzwiami jej sypialni.
- No nie - pomyślała. Zirytowała się, chociaż nie wiedziała z jakiego powodu.
Podniosła się z łóżka, zarzuciła na siebie szlafrok i cicho otworzyła drzwi swojej sypialni, żeby tylko nie obudzić Rachel. Wystawiła głowę za próg i nie mogła uwierzyć własnym oczom. Ze zdziwienia bardzo szeroko otworzyła usta i zamarła na moment. House chodził z małą na rękach po pokoiku dziecięcym, czekając, aż odbije się jej po jedzeniu.
Szeptał coś do niej. Cuddy zaczęła się przysłuchiwać.
- Ciiii. Tylko nie płacz, mały potworku, bo jak teraz zbudzi się twoja seksowna mamusia, to już po mnie. Pomyśli, że Cię lubię, a co gorsza pomyśli, że lubię ją. Dlatego jej nie budziłem, i dlatego również, że zaczęłaby narzekać, że to moja wina, że nie śpisz. Nie wierzysz mi?
- Sam sobie nie wierzę – pomyślał.
- Nie boję się tych, którzy nie maja zębów, a skoro nie mówisz, to powiem Ci, że ją lubię. - Małej w tym momencie się ulało.
- No tak, lepiej nie mogłaś zareagować. – Uśmiechnął się znów. Dziwił się, że w tak krótkim czasie uśmiech na jego twarzy pojawił się tak wiele razy.
Cuddy wycofała się po cichu do sypialni, oparła się o szafę i stała uśmiechnięta kilka minut. Wiedziała, że nie może wyjść z pokoju, bo House domyśliłby się, że wszystko słyszała, a tego by nie chciała. Miała plan.
- Rozgryzę go inaczej, później. - Położyła się do łóżka i zasnęła błogim snem.
Greg wytarł buzię Rachel i odłożył ją do kołyski, zasnęła prawie natychmiast.
Sam poszedł do pokoju, gdzie wciąż trzaskał ogień w kominku.
Noga go nie bolała, czuł się spełniony.
- To głupie – pomyślał. Położył się na kanapie i zasnął.
Rano zbudził go trzask zamykanych drzwi.
Wstał i podszedł do drzwi frontowych. Zobaczył przez szybę, że Cuddy właśnie wyszła do pracy. Poszedł do pokoiku, a gdy zobaczył, że śpi w nim Rachel, zmroziło go.
- Gdzie jest opiekunka? – sam siebie zapytał.
Następnie udał się do kuchni w poszukiwaniu jedzenia. Na stole stały ciepłe jeszcze pączki i zaparzona kawa, przy nich znajdowała się karteczka.
„Smacznego. Pogadaj z Wilsonem. P.S. Opiekunce dałam dziś wolne, ponieważ jesteś w domu. Mam nadzieję, że mogę na Ciebie liczyć do popołudnia, xoxo.”
- Nie... nie... nie. To się źle skończy, co jej przyszło do tej władczej głowy?
- Dopóki śpisz na mojej kanapie, to będziesz tatusiem - wykrzywił twarz w grymasie i przemówił przekornie cienkim głosikiem.
Wziął pączka i ugryzł.
- Mm… pycha. Kochankiem też mogę zostać?