Pomyślałam, że dodam coś swojego, żeby nam, Hilsonko cieplej zrobiło się na serduszku

Pięć etapów ******ania
House i Wilson utknęli razem w windzie Princeton Plainsboro Teaching Hospital, w której z powodu awarii wyłączono zasilanie. W obu pozostałych również, tyle, że w tamtych nikogo nie było. Ponieważ był to późny wieczór, a winda zatrzymała się pomiędzy piętrami, było całkowicie ciemno. Zarówno diagnosta, jak i onkolog posiadali tylko małe latarki do badania reakcji pacjentów na światło. House był wściekły, że znalazł się sam na sam z Wilsonem, w miejscu o wymiarach dwa na trzy metry, a powodem były wydarzenia poprzedniej nocy, z których przyswojeniem diagnosta miał ogromny problem.
Kilka minut wcześniej, korytarz Princeton Plainsboro Teaching Hospital:
- House, poczekaj – James krzyknął za mężczyzną z drugiego końca korytarza, ale ten go zignorował.
- House! – Gdy zauważył, że starszy lekarz wręcz przyspiesza kroku zamiast go zwolnić, postanowił podbiec kawałek.
- H- hej, musimy porozmawiać – powiedział zziajany, gdy dotarł wreszcie do przyjaciela.
- Nie chcę rozmawiać – burknął pod nosem House, zatrzymując windę.
- Chyba nie chcesz tego tak zostawić?
- Oczywiście, że nie. – Zrobił smutną minę. – Wpadnę dzisiaj z piwem i chińszczyzną, a później będziemy się pieprzyć! Bez przeeerwy! To chciałeś usłyszeć? Tak?! Więc usłyszałeś, a teraz daj mi spokój, chcę jechać do domu – powiedział oburzony.
Jednocześnie House wydawał się być przerażony zaistniałą sytuacją, co prawda, on i Wilson nie uprawiali seksu, ale po butelce whisky atmosfera zrobiła się gorąca i poszli w swoich poczynaniach, o kilka kroków dalej niż pocałunek. Diagnosta zrobił to świadomie, a teraz pełen tej samej świadomości, chciał cofnąć czas.
- Przestań, jesteśmy dorośli. Chciałeś tego, tak samo jak ja, House – powiedział stanowczo onkolog, zabierając dłoń diagnosty z przycisku do windy.
- Nie jestem gejem! Rozumiesz? I nie dotykaj mnie w ten sposób. – House był teraz zdenerwowany do tego stopnia, że jego dłonie zaczęły się trząść.
Poczuł to i schował je do kieszeni płaszcza. Wilsonowi zrobiło się przykro, że w ciągu kilku minut usłyszał tyle nieprzyjemnych słów od najlepszego przyjaciela. Od wczoraj House był dla niego nawet więcej niż przyjacielem, mimo iż tego nie akceptował.
Po chwili winda nadjechała i drzwi się otworzyły, Greg wszedł do środka. James chwilę się zawahał, ale zanim drzwi ostatecznie zamknęły się przed jego nosem, zdecydował, że pojedzie z diagnostą.
- Cholera… – syknął House, gdy zauważył, że onkolog wsiada za nim do windy.
Pech, – dla House’a – że winda zacięła się na dobre trzy godziny. - Dla Wilsona, – to było jak spełnienie jego próśb. On, House i niewielka przestrzeń pomiędzy nimi. Czas do namysłu, przemyśleń, może nawet wspólnych, a także sposobność do odbycia szczerej rozmowy.
I
Etap pierwszy – zaprzeczanie.
Dlaczego ta cholerna winda musiała zaciąć się właśnie teraz? – Starszy lekarz wymienił pod nosem chyba wszystkie przekleństwa, jakie znał.
- Hej… - Wilson odszukał po omacku sylwetkę House’a i położył dłoń na jego ramieniu.
- To jest molestowanie… - syknął. – W dodatku, w miejscu pracy.
Wilson zdenerwował się nieco i chrząknął głośno, zabierając rękę. Diagnosta wydawał się być rozproszony i zdekoncentrowany, unikał nawet spoglądania w stronę Jamesa, mimo iż obaj byli pogrążeni w całkowitej ciemności.
- House, jest mi źle… - Wilson próbował nawiązać do tematu, który interesował go teraz najbardziej.
- Jeśli cierpisz, to kup sobie gumową lalę – zripostował szybko mężczyzna.
- Wczoraj się tak nie zachowywałeś, było ci ze mną dobrze…
- W dzieciństwie chciałem mieć papugę… - Zmienił temat.
- Co ma papuga do naszego problemu? – zapytał zdezorientowany onkolog.
- Po pierwsze, to nie jest nasz problem lecz twój, bo nie ma takiego czegoś, jak my i nie będzie – kpił.
- A po drugie? – Wilson był cierpliwy.
- Gadasz tyle samo, co ta papuga, opowiedzieć ci, co z nią zrobiłem? – James był pewien, że właśnie teraz House szeroko się uśmiecha.
- Nie jestem pewien, czy chcę wiedzieć… - Postanowił dać mu trochę przestrzeni i pozwolić na chwilową zmianę tematu.
- Puściłem ją wolno, niech gada ile chce, byle nie do mojego ucha. Z tobą również tak postąpiłem. - Zamilkł na moment.
- Wilson, to wszystko wczoraj… to nie prawda, to się nie wydarzyło. – Próbował wmówić sobie i jemu, że to była chwila słabości, chora fascynacja mężczyzną, który był mu bliski, ale nigdy aż do tego stopnia…
- Nie dopuszczasz do siebie myśli, że to, co się wydarzyło wczoraj pomiędzy nami, może mieć dla ciebie znaczenie. Zarówno dla ciebie jak i dla mnie.
- Oczywiście, że nie – stwierdził, podnosząc lekko głos.
- House, zaprzeczasz. To jest pierwszy
etap zakochania, w który wkroczyłeś, ono nieuchronnie się zbliża.
Wraz ze skończeniem ostatnich słów zdania, James Wilson został sowicie nagrodzony za swoją szczerość i dobre chęci. House roześmiał się głośno i przesadnie, po czym powiedział:
- Co ty pieprzysz, Jimmy?
-------------------------------------------------------------
Symptomy bycia na etapie zaprzeczania:
Dekoncentracja, rozproszenie, odczuwanie nieokreślonego niepokoju.
Niezdolność cieszenia się z obecnego momentu.
Częstsze szukanie pocieszenia w tym, co sprawia przyjemność.
Zmiana tematu rozmowy, kiedy ktoś próbuje wyrazić swój ból.
Nie mówienie o tym, co rzeczywiście się czuje, ale o tym, co inni chcą usłyszeć.
Nie odczuwanie wdzięczności za cokolwiek.
Sarkazm, cynizm, lekceważenie, wrogość, potępiająca krytyka, obojętność, zamykanie się w sobie.